Przez tropiki przez pustynie
toczył zając wielką dynię
toczył toczył dynię w dół
pękła dynia mu na pół
pestki z niej się wysypały
więc je zbierał przez dzień cały: raz, dwa, trzy…
ile pestek zbierzesz ty?
Czy wiecie, że dynie mają ponad 20 gatunków? A rekordowe okazy osiągały wagę 800 kilogramów? Tak! 800 kilogramów! To tyle co średniej wielkości dorosły koń! Ale dość o wadze. Dynia jest słońcem, która daje nam natura na zimne deszczowe i szare dni. I choć w tym roku jesień jest królewsko złota i ciepła to nie znaczy, że mamy oszczędzić sobie rozkoszy podniebienia, które zapewni nam dynia.
Przepis prosty - podstawa to klasyczny krem z dyni. Do tego połączenie nietypowe czyli pieczone ziemniaki z czosnkiem i rozmarynem. A wszystko obsypane chrupiącym boczkiem.
Zaczynajmy!
Co kupić:
1 dynię nie za dużą
1 marchew
1 cebula
4 ząbki czosnku
3 szklanki bulionu drobiowego lub wody - jak to woli
sól
pieprz
oliwa z oliwek
boczek - ja kroję ok 20 dkg
gałązki rozmarynu - najlepiej świeżego
ziemniaki - 4 duże (jak już Wam kiedyś wspominałam MOI są ziemniakowi, więc im więcej tym lepiej)
Dynię obieramy, usuwamy pestki, kroimy na kawałki. Marchew, cebulę i czosnek ( 2 ząbki) obieramy i kroimy na mniejsze części. Wszystkie składniki przekładamy do garnka z grubym dnem, dodajemy oliwę z oliwek i podsmażamy, stale mieszając przez mniej więcej 3 minuty. Warzywa zalewamy bulionem (lub wodą) i gotujemy pod przykryciem około 30 minut. Po tym czasie warzywa powinny być miękkie. Całość rozdrabniamy blenderem, aż zupa nabierze konsystencji kremu. Przyprawiamy solą i pieprzem do smaku.
Kiedy zupa się gotuje obieramy ziemniaki, kroimy i kostkę i wykładamy do naczynia żaroodpornego. Solimy, pieprzymy i dodajemy solidną ilość oliwy. Najlepiej jak naczynie jest duże lub można wykorzystać głęboką blachę - chodzi o efekt upieczenie. Dodajemy rozmaryn i pozostałe ząbki czosnku najlepiej przeciśnięte przez praskę, mieszamy i pieczemy 180 stopniach przez około 30 minut. Ziemniaczki mają być lekko chrupiące i złociste. Mogą się nawet miejscami przypiec.
Boczek kroimy w bardzo cieniutkie podłużne kawałki (dla mających mniej cierpliwości proponuję pokroić w sklepie i tylko pociąć w poprzek na plasterki!!) i smażymy najpierw w wysokiej temperaturze a potem obniżamy temperaturę i smażymy chwilę dłużej by stał się chrupiący i złocisty.
Zupę serwujemy wraz z ziemniakami posypaną chrupiącym boczkiem.
Nie jest to wersja fitness ale zapewniam Was, że jeden talerz jest sycący jak pełne danie, cudownie rozgrzewa i chętnie jedzą go także dzieci.
A jeśli chcecie postawić kropkę nad i - to proponuję na samym końcu wszystko skropić kilkoma kroplami oliwy z pestek dyni. Efekt oszałamiający.
Smacznego!

Jeżu boczkiem???! Donia ni miej litość dla mnie grubej. Czy to boczek wege chociaż?
OdpowiedzUsuńale, że niby taki sojowy...yyy ??? A czy Ty przypadkiem nie biegasz? Poza tym zima idzie - trzeba się jakoś ogrzać :)
OdpowiedzUsuń